Filip Suliński

rower / Polska /

„Zawsze chciałem być artystą cyrkowym i, o dziwo, udało się!” 

Filip specjalizuje się w rowerze ekwilibrystycznym. Rower to dla niego nie tylko rekwizyt, ale i sceniczna (nieco sztywna) partnerka w tangu, z którą od roku przeżywa gorący romans. Ze sztuką cyrkową związany jest od 18 lat: zaczynał jako sześciolatek w dziecięco-młodzieżowej grupie cyrkowej Heca z Lipinek, gdzie zakochał się w monocyklu. Dziś kształci się w Państwowej Szkole Sztuki Cyrkowej w Julinku pod okiem Małgorzaty Piaseckiej, która wprowadza go w tajniki ekwilibrystyki. Etiuda, którą zobaczymy na konkursowej scenie opowiada historię miłości – zmysłowego tańca, napięcia i bliskości. 

Poza areną najłatwiej odnaleźć go w drodze na spontaniczny wyjazd – najczęściej na Islandię albo do Włoch, ze spakowanym w kilka minut bagażem. „Jestem mistrzem pakowania” – przyznaje. W jednym podręcznym plecaku potrafi zmieścić 20 kg rzeczy.

W cyrku współczesnym najbardziej ceni możliwość opowiadania historii ciałem i rekwizytem, a przede wszystkim przekazania czegoś więcej niż samą technikę. Czasem jest to głębszy przekaz, a czasem po prostu czysta radość płynąca z zabawy z przedmiotem.

W swojej etiudzie tańczy tango z rowerem, który jest jego sceniczną partnerką. Chciałby, żeby widzowie zobaczyli historię romansu: napięcie, bliskość, czasem walkę, a czasem czułość między człowiekiem a rekwizytem, który porusza się tak, jakby miał własne serce.

Kocha spontaniczne podróże, spotkania z rodziną i przyjaciółmi, a także naukę różnych języków. Studiował lingwistykę stosowaną i dalej chętnie uczy się nowych języków. Możliwość porozumiewania się z ludźmi z całego świata sprawia mu ogromną radość.

Finaliści 2026